Milagres de Jesus
Os Evangelhos registram dezenas de milagres realizados por Jesus — curas, ressurreições, domínio sobre a natureza e libertações. Cada milagre revelava sua divindade e compaixão.
Curas de cegos e surdos
Jesus devolveu a visão aos cegos e a audição aos surdos, manifestando seu poder sobre toda enfermidade e deficiência.
Jezus uzdrawia niewidomych
Jezus właśnie stamtąd odchodził, gdy zjawili się dwaj niewidomi, którzy wołali za Nim:
—Potomku króla Dawida, zmiłuj się nad nami!
Szli tak za Nim aż do domu, gdzie się zatrzymał. Wtedy podeszli bliżej, a On ich zapytał:
—Wierzycie, że mogę to zrobić?
—Tak, Panie!—odpowiedzieli.
—Niech będzie tak, jak wierzycie—powiedział Jezus i dotknął ich oczu.
I nagle przejrzeli! Wówczas On surowo im nakazał:
—Nikomu o tym nie mówcie.
Ale oni odeszli i zaraz wszędzie o tym opowiedzieli.
Dwóch niewidomych odzyskuje wzrok
Gdy wychodzili z Jerycha, za Jezusem ciągnął wielki tłum. A przy drodze siedzieli dwaj niewidomi. Gdy usłyszeli, że zbliża się Jezus, zaczęli wołać:
—Potomku króla Dawida, zmiłuj się nad nami!
—Cicho bądźcie!—krzyczeli na nich ludzie.
Oni jednak tym głośniej wołali:
—Pomóż nam, Panie, potomku Dawida!
Jezus zatrzymał się, zawołał ich i zapytał:
—Co mogę dla was zrobić?
—Panie, chcemy odzyskać wzrok!—prosili.
Ogarnięty współczuciem, Jezus dotknął ich oczu. Natychmiast odzyskali wzrok i poszli z Nim.
Uzdrowienie niewidomego w Betsaidzie
Gdy przybyli do Betsaidy, ludzie przyprowadzili do Niego niewidomego i prosili, żeby go dotknął i uzdrowił. Jezus wziął go za rękę i wyprowadził za wioskę. Zwilżył śliną jego oczy i dotknął ich.
—Czy teraz coś widzisz?
Niewidomy popatrzył wokoło.
—Widzę ludzi—powiedział—ale niewyraźnie. Wyglądają jak chodzące drzewa.
Wtedy Jezus ponownie dotknął dłońmi jego oczu, a gdy ślepy wytężył wzrok, doznał zupełnego uzdrowienia. Mógł teraz widzieć całkiem wyraźnie i cieszył się tym, co widział dokoła. Jezus odesłał go więc do domu, do rodziny.
—Po drodze nawet nie wstępuj do wioski—przykazał mu.
Uzdrowienie głuchoniemego
Z Tyru Jezus udał się do Sydonu, po czym przemierzając krainę Dekapolu wrócił znowu nad Jezioro Galilejskie. Tam ludzie przyprowadzili do Niego człowieka, który był głuchoniemy. Wszyscy prosili, żeby położył na niego ręce i uzdrowił go. Odszedł więc z nim na bok, włożył palce w jego uszy i śliną zwilżył mu język. Potem spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego:
—Effatha! (to znaczy: „Otwórz się!").
I otworzyły się uszy tego człowieka i odzyskał słuch i normalną mowę. Jezus nie chciał, aby ktokolwiek z tłumu o tym rozpowiadał, lecz im surowiej zakazywał, tym bardziej to rozgłaszano. Wszyscy byli bowiem bardzo przejęci tym, co widzieli. Nieustannie powtarzali:
—To, co On czyni, jest cudowne! Leczy nawet głuchoniemych!
Niewidomy Bartymeusz odzyskuje wzrok
Rozmawiając, dotarli do Jerycha. Gdy wychodzili z miasta, ciągnął już za nimi wielki tłum. A pewien niewidomy żebrak, Bartymeusz (to znaczy: syn Tymeusza) siedział tam przy drodze. Usłyszał, że Jezus z Nazaretu znajduje się w pobliżu, i zaczął wołać:
—Jezusie, potomku króla Dawida, zmiłuj się nade mną!
—Cicho bądź!—krzyczeli na niego ludzie.
On jednak tym głośniej wołał:
—Potomku Dawida, zmiłuj się nade mną!
Jezus zatrzymał się i rzekł:
—Zawołajcie go tutaj!
Poszli więc po niego i powiedzieli:
—Masz szczęście, człowieku! Chodź, On cię woła!
Bartymeusz zrzucił płaszcz, zerwał się na nogi i ruszył do Jezusa.
—Co mogę dla ciebie zrobić?—zapytał Jezus.
—Nauczycielu!—prosił niewidomy. —Chciałbym widzieć!
—Dobrze, niech się tak stanie!—powiedział Jezus. —Twoja wiara cię uzdrowiła.
I natychmiast niewidomy odzyskał wzrok i poszedł z Nim.
Niewidomy żebrak odzyskuje wzrok
Gdy zbliżali się do Jerycha, minęli pewnego niewidomego żebraka, siedzącego przy drodze. Słysząc gwar przechodzącego tłumu, pytał, co się dzieje. Powiedziano mu więc, że przechodzi tędy Jezus z Nazaretu. Na to on zaczął wołać:
—Jezusie, potomku króla Dawida, zmiłuj się nade mną!
Ci, którzy szli przodem, uciszali go, on jednak tym głośniej wołał:
—Potomku Dawida, zmiłuj się!
Jezus zatrzymał się i polecił go przyprowadzić. Potem zapytał:
—Co mogę dla ciebie zrobić?
—Panie!—prosił niewidomy. —Chciałbym widzieć!
—Zatem przejrzyj!—powiedział Jezus. —Twoja wiara cię uzdrowiła.
I natychmiast niewidomy odzyskał wzrok i poszedł z Nim, wielbiąc Boga. Również cały tłum, który był świadkiem tego cudu, dziękował Bogu.
Jezus uzdrawia niewidomego
Idąc drogą, Jezus zobaczył człowieka niewidomego od urodzenia.
—Nauczycielu!—zapytali uczniowie. —Kto dopuścił się grzechu, że urodził się niewidomy: on sam czy jego rodzice?
—To nie jest kara za grzech, jego lub jego rodziców—odpowiedział Jezus. —Stało się tak, aby mogło się na nim objawić działanie Boga. Musimy wykonywać dzieło Tego, który Mnie posłał, póki jeszcze jest dzień. Nadchodzi bowiem noc i wtedy nikt nie będzie mógł działać. Dopóki jednak jestem na świecie, rozjaśniam go swoim światłem.
Następnie plunął na ziemię, zrobił błoto i wysmarował nim oczy niewidomego.
—Idź i umyj się w sadzawce Siloam (to znaczy: „Posłany")—rzekł Jezus.
Niewidomy poszedł, zmył błoto i wrócił uzdrowiony.
Curas de paralíticos e enfermos
Paralíticos caminharam, leprosos ficaram limpos e todo tipo de doença foi curada pelo toque e pela palavra de Jesus.
Wtem podszedł do Niego jakiś trędowaty, pokłonił Mu się i poprosił:
—Panie! Jeśli zechcesz, możesz mnie uzdrowić.
Jezus dotknął go i powiedział:
—Chcę. Bądź uzdrowiony!
I w jednej chwili trąd zniknął.
—Nie mów o tym nikomu!—dodał Jezus. —Idź i poproś, aby zbadał cię kapłan. A na dowód tego, że wyzdrowiałeś, zanieś ofiarę, jaką Mojżesz wyznaczył uleczonemu z trądu.
Tam kilku mężczyzn przyniosło do Niego na noszach sparaliżowanego. Widząc ich wiarę, Jezus rzekł do chorego:
—Bądź dobrej myśli, synu. Odpuszczam ci grzechy!
„To jawne bluźnierstwo!"—z oburzeniem pomyślało sobie kilku przywódców religijnych. Jezus, znając ich myśli, zapytał:
—Dlaczego was to oburza? Co jest łatwiej powiedzieć: „Odpuszczam ci grzechy" czy: „Wstań i chodź!"? Udowodnię wam, że Ja, Syn Człowieczy, mogę odpuszczać grzechy.
I zwrócił się do sparaliżowanego:
—Jesteś uzdrowiony! Zabierz swoje nosze i idź do domu!
A chory wstał i odszedł do domu.
Znajdował się tam człowiek ze sparaliżowaną ręką, faryzeusze zapytali więc Jezusa:
—Czy taką pracę, jak uzdrawianie, również można wykonywać w szabat?—szukali bowiem pretekstu do oskarżenia Go.
—Czy jeśli któraś z waszych owiec wpadłaby w szabat do dołu, to nie wyciągnęlibyście jej?—zapytał Jezus. —O ile bardziej cenny jest człowiek! Oczywiście, że w szabat wolno czynić dobro.
—Wyciągnij rękę!—zwrócił się do chorego.
Ten posłuchał i natychmiast jego ręka stała się równie zdrowa jak druga.
Teściowa Szymona miała akurat wysoką gorączkę i leżała w łóżku. Gdy powiedziano o tym Jezusowi, On podszedł do chorej, wziął ją za rękę i pomógł jej się podnieść. Temperatura natychmiast spadła, a teściowa wstała i przygotowała im posiłek.
Trędowaty
Pewnego razu podszedł do Niego trędowaty i na kolanach błagał o uzdrowienie:
—Jeśli tylko zechcesz, możesz mnie uzdrowić—prosił.
Jezus, ogarnięty współczuciem, dotknął go i rzekł:
—Chcę. Bądź uzdrowiony!
Trąd natychmiast zniknął i w jednej chwili człowiek ten odzyskał zdrowie.
Wtedy właśnie czterej mężczyźni przynieśli na noszach sparaliżowanego. Nie mogąc przecisnąć się do Jezusa, zrobili otwór w dachu i spuścili w dół nosze z chorym. Gdy Jezus ujrzał ich zdecydowaną wiarę, powiedział do chorego:
—Synu, odpuszczam ci grzechy!
Lecz kilku obecnych tam przywódców religijnych pomyślało z oburzeniem: „Dlaczego on tak mówi?! To jawne bluźnierstwo! Przecież tylko Bóg może odpuszczać grzechy". Jezus, znając ich myśli, odpowiedział:
—Dlaczego was to oburza? Co jest łatwiej powiedzieć: „Odpuszczam ci grzechy" czy „Wstań, zabierz swoje nosze i chodź!"? Udowodnię wam, że Ja, Syn Człowieczy, mogę odpuszczać grzechy.
I zwrócił się do sparaliżowanego:
—Jesteś uzdrowiony! Zabierz swoje nosze i idź do domu!
A chory wstał, wziął nosze i na oczach zebranych odszedł do domu. Wszyscy byli poruszeni tym do głębi i wielbili Boga, mówiąc:
—Nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego!
Będąc ponownie w Kafarnaum, Jezus udał się do synagogi. Zauważył tam człowieka ze sparaliżowaną ręką. A ponieważ był to dzień szabatu, wrogowie uważnie Go obserwowali, chcąc oskarżyć Go, gdyby uzdrowił tego człowieka. Jezus zawołał go, postawił przed zebranymi i, zwracając się do swoich wrogów, zapytał:
—Czy czynienie dobra w szabat jest przestępstwem? A może lepiej w tym dniu wyrządzać innym krzywdę? Czy w takim dniu należy ratować życie, czy raczej je niszczyć?
A oni nie znaleźli na to odpowiedzi. Ich obojętność na ludzką niedolę poruszyła Jezusa do głębi. Gniewnie spojrzał na nich, a potem rzekł do chorego:
—Wyciągnij rękę!
Ten posłuchał i natychmiast jego ręka stała się zdrowa.
Trędowaty
Będąc w pewnym miasteczku, Jezus spotkał człowieka, który od stóp do głów był pokryty trądem. Gdy zobaczył on Jezusa, padł przed Nim na twarz i poprosił:
—Panie! Jeśli zechcesz, możesz mnie uzdrowić!
Jezus dotknął go i powiedział:
—Chcę. Bądź uzdrowiony!
I w jednej chwili trąd zniknął.
W pewnej chwili, jacyś mężczyźni przynieśli na noszach sparaliżowanego, ale bezskutecznie próbowali przecisnąć się przez tłum, by dotrzeć do Jezusa. Weszli więc na tarasowy dach, rozebrali jego fragment i spuścili nosze z chorym w dół, tuż przed Jezusa. Widząc ich wiarę, Jezus rzekł do chorego:
—Przyjacielu, odpuszczam ci grzechy!
Siedzący tam faryzeusze i przywódcy religijni pomyśleli z oburzeniem: „Za kogo on się uważa?! To jawne bluźnierstwo! Przecież tylko Bóg może odpuszczać grzechy". Jezus, znając ich myśli, odpowiedział:
—Dlaczego was to oburza? Co jest łatwiej powiedzieć: „Odpuszczam ci grzechy" czy „Wstań i chodź!"? Udowodnię wam jednak, że Ja, Syn Człowieczy, mogę odpuszczać grzechy.
I zwrócił się do sparaliżowanego:
—Jesteś uzdrowiony! Zabierz swoje nosze i idź do domu!
A chory, na oczach wszystkich, wstał, wziął nosze i odszedł do domu, wielbiąc Boga.
Innym razem, również w szabat, udał się do synagogi i nauczał. Zauważył tam człowieka ze sparaliżowaną ręką. A przywódcy religijni i faryzeusze uważnie obserwowali Jezusa, chcąc oskarżyć Go, gdyby uzdrowił tego człowieka. Jezus jednak dokładnie znał ich myśli. Dlatego zawołał go, a gdy ten podszedł, postawił go przed zebranymi. Następnie zwrócił się do swoich wrogów:
—Chciałbym was o coś zapytać. Czy czynienie dobra w szabat jest przestępstwem? A może lepiej w tym dniu wyrządzać innym krzywdę? Czy w takim dniu należy ratować życie, czy raczej je niszczyć?
Następnie spojrzał na nich, a potem rzekł do chorego:
—Wyciągnij rękę!
Ten posłuchał i natychmiast jego ręka stała się zdrowa.
Wiara żołnierza
Gdy Jezus skończył nauczać lud, powrócił do Kafarnaum. Właśnie wtedy ulubiony sługa pewnego rzymskiego dowódcy poważnie zachorował i był bliski śmierci. Gdy dowódca usłyszał o Jezusie, wysłał do Niego kilku przedstawicieli żydowskiej starszyzny z prośbą, aby zechciał przyjść i uzdrowić chorego. Spotkawszy Jezusa, gorąco prosili:
—Pomóż mu, bo zasługuje na to. Bardzo szanuje nasz naród i nawet własnym kosztem wybudował nam synagogę!
Jezus wyruszył z nimi w drogę, ale zanim zdołał dotrzeć do domu, dowódca wysłał swoich przyjaciół ze słowami:
—Panie, nie zadawaj sobie trudu, bo nie jestem godny przyjmować Ciebie w moim domu. Właśnie dlatego sam nie wyszedłem Ci na spotkanie. Wystarczy, że powiesz jedno słowo, a on wyzdrowieje. Wiem to, bo sam podlegam władzy i mam pod sobą żołnierzy. Jeśli powiem któremuś: „Idź!", on idzie, a jeśli powiem któremuś: „Przyjdź tu!", przychodzi. I gdy powiem słudze: „Wykonać!", to wykonuje polecenie.
Słysząc taką odpowiedź, Jezus zdumiał się. Rzekł więc do tłumu:
—Mówię wam: Tak wielkiej wiary nie spotkałem u nikogo w Izraelu!
Gdy przyjaciele dowódcy wrócili do domu, sługa był już zupełnie zdrowy.
A przebywała tam również pewna przygarbiona kobieta, która od osiemnastu lat nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, rzekł:
—Kobieto, uwalniam cię od tego!
Gdy położył na nią ręce, natychmiast się wyprostowała i jednocześnie zaczęła wychwalać za to Boga.
Jezus w domu faryzeusza
Pewnego razu, w święty dzień szabatu, Jezus gościł w domu jednego z przywódców faryzeuszy. Obecni tam goście śledzili każdy Jego ruch. Wtedy stanął przed Nim człowiek cierpiący na wodną puchlinę. Jezus zapytał więc zebranych tam faryzeuszy i przywódców religijnych:
—Czy Prawo Mojżesza zezwala na uzdrowienie kogoś w szabat, czy nie?
Oni jednak nie opowiedzieli ani słowem. Wtedy Jezus wziął chorego za rękę, uzdrowił go i odesłał do domu.
Dziesięciu trędowatych
Podążając w kierunku Jerozolimy, Jezus przechodził przez graniczne tereny Galilei i Samarii. Gdy wchodził do pewnej wioski, spotkał dziesięciu trędowatych. Ci, zachowując obowiązujący dystans, zawołali:
—Jezusie, Mistrzu, zlituj się nad nami!
On spojrzał na nich i rzekł:
—Idźcie i poproście, aby zbadali was kapłani.
A gdy byli jeszcze w drodze, zostali całkowicie uzdrowieni. Jeden z nich, widząc, co się stało, szybko powrócił do Jezusa, głośno wielbiąc Boga. Rzucił się Mu do stóp i gorąco dziękował za uzdrowienie. A był to człowiek z pogardzanej przez wszystkich Samarii.
—Czy nie uzdrowiłem dziesięciu?—zapytał Jezus. —Gdzie jest pozostałych dziewięciu? Dlaczego i oni nie wrócili, aby podziękować za to Bogu—tylko ten cudzoziemiec?
Potem zwrócił się do uzdrowionego:
—Możesz odejść. Uwierzyłeś i dlatego odzyskałeś zdrowie.
Uzdrowienie przy sadzawce
Nadeszło kolejne żydowskie święto i Jezus udał się do Jerozolimy. Obok Owczej Bramy znajdowała się w mieście sadzawka otoczona pięcioma krużgankami, zwana po hebrajsku Betezda. Leżało tam wielu chorych—niewidomych, kalekich i sparaliżowanych. A anioł Pana zstępował od czasu do czasu do sadzawki i poruszał wodę. Był tam również pewien człowiek, który chorował od trzydziestu ośmiu lat. Zobaczywszy go, Jezus od razu poznał, że choruje od bardzo długiego czasu. I zapytał go:
—Czy chcesz wyzdrowieć?
—Panie, nie mam nikogo, kto by mi pomógł wejść do sadzawki, gdy anioł poruszy wodę. Zanim dojdę, ktoś inny mnie wyprzedza i doznaje uzdrowienia.
—Wstań, zwiń swoją matę i chodź o własnych siłach!—rzekł Jezus.
I człowiek ten natychmiast wyzdrowiał. Zwinął matę i zaczął chodzić. A był to akurat święty dzień szabatu.
Jezus ponownie poszedł do Kany Galilejskiej, gdzie poprzednio przemienił wodę w wino.
W pobliskim Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik państwowy, którego syn akurat poważnie chorował. Usłyszał on wcześniej, że Jezus zmierza z Judei do Galilei. Przyszedł więc do Kany i błagał Go, aby udał się do Kafarnaum i uzdrowił jego umierającego syna. Jezus rzekł do niego:
—Jeśli nie zobaczycie cudów, nie uwierzycie Mi.
—Panie, zechciej przyjść, zanim moje dziecko umrze—błagał urzędnik.
—Wracaj do domu! Twój syn będzie żył—odpowiedział Jezus.
Urzędnik uwierzył Jezusowi na słowo i odszedł. Gdy był jeszcze w drodze, wybiegli mu na spotkanie słudzy z wieścią, że jego syn wyzdrowiał. Zapytał więc, o której godzinie poczuł się lepiej.
—Wczoraj o pierwszej po południu spadła mu gorączka—odpowiedzieli.
Ojciec uświadomił sobie wówczas, że właśnie o tej godzinie Jezus powiedział mu: „Twój syn będzie żył". Wtedy on sam i cały jego dom uwierzył Jezusowi. Był to drugi cud Jezusa od Jego powrotu z Judei do Galilei.
A mulher com fluxo de sangue
Uma mulher que sofria há doze anos tocou a orla do manto de Jesus e foi curada instantaneamente pela sua fé.
Tymczasem pewna kobieta, od dwunastu lat cierpiąca na krwotok, podeszła do Niego od tyłu i dotknęła Jego ubrania. Pomyślała bowiem: „Jeśli tylko dotknę Jego płaszcza, zostanę uzdrowiona". Jezus odwrócił się, dostrzegł ją i rzekł:
—Bądź dobrej myśli, córko! Uwierzyłaś, więc zostałaś uzdrowiona!
I w tej samej chwili kobieta odzyskała zdrowie.
Wśród nich znajdowała się kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na krwotok. Lekarze zadali jej wiele cierpień, ale choć wydała na nich wszystkie pieniądze, nie było poprawy—przeciwnie, jej stan się pogorszył. Gdy więc usłyszała o nadzwyczajnych cudach Jezusa, przecisnęła się przez tłum i dotknęła z tyłu Jego ubrania. Myślała bowiem: „Jeśli tylko dotknę Jego płaszcza, zostanę uzdrowiona". Gdy Go dotknęła, krwotok natychmiast ustał i poczuła, że jest już zdrowa.
Wśród ludzi znajdowała się kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na krwotok. Wszystkie swoje pieniądze wydała na lekarzy, ale nikt nie był w stanie jej pomóc. Przecisnęła się przez tłum i dotknęła z tyłu Jego ubrania. Gdy to zrobiła, natychmiast krwotok ustał. Wtedy Jezus zapytał:
—Kto dotknął mojego płaszcza?
Nikt się jednak nie przyznawał. Wtedy Piotr wyraził zdziwienie:
—Mistrzu, przecież mnóstwo ludzi tłoczy się wokół Ciebie.
Ale Jezus powtórzył:
—Ktoś dotknął Mnie świadomie. Wiem, że moja moc kogoś uzdrowiła.
Wówczas kobieta zrozumiała, że nie zdoła niczego ukryć. Drżąc ze strachu, upadła Mu do nóg i przed wszystkimi ludźmi wyjaśniła, dlaczego Go dotknęła. Powiedziała też, że doznała natychmiastowego uzdrowienia.
—Córko! Uwierzyłaś, więc odzyskałaś zdrowie. Idź w pokoju!
Ressurreições
Jesus ressuscitou mortos — a filha de Jairo, o filho da viúva de Naim e Lázaro. Ele é Senhor sobre a morte.
Jezus wskrzesza i uzdrawia
Gdy jeszcze o tym mówił, podszedł do Niego przełożony miejscowej synagogi. Pokłonił się i powiedział:
—Przed chwilą zmarła moja córeczka. Ale jeśli przyjdziesz i dotkniesz jej, ożyje.
Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za przełożonym.
Gdy przybył do domu przełożonego synagogi, zobaczył żałobników i lamentujący tłum.
—Odejdźcie stąd—powiedział. —Dziewczynka nie umarła, tylko śpi.
Ale oni śmiali się z Niego. W końcu jednak wyproszono tłum. Jezus wszedł do środka, wziął dziewczynkę za rękę, a ona natychmiast wstała!
Był tam także Jair, przełożony miejscowej synagogi, który padł przed Jezusem na twarz i błagał o uzdrowienie swojej córeczki.
—Jest umierająca—mówił zrozpaczony. —Proszę, połóż na nią ręce i przywróć ją do życia!
Jezus poszedł więc z Jairem, a za nim—wielki tłum ludzi.
Panowało tam zamieszanie, słychać było płacz i zawodzenie. Jezus wszedł do środka i rzekł:
—Po co ten lament i popłoch? Dziecko przecież nie umarło, tylko śpi!
Słysząc to, wyśmiewali Go. Lecz On rozkazał, by wszyscy wyszli, a sam z trzema uczniami oraz ojcem i matką dziewczynki wszedł do pokoju, gdzie leżała. Wziął ją za rękę i powiedział:
—Talitha kum! (co znaczy: „Dziewczynko, mówię ci: Wstań!").
Ona natychmiast wstała z łóżka i zaczęła biegać, miała bowiem dwanaście lat. Rodzice oniemieli.
Jezus kontynuował:
—Do kogo można porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Do bawiących się na placu dzieci, które narzekają na rówieśników:
„Graliśmy wam wesołą melodię,
a nie tańczyliście.
Zagraliśmy smutną,
a nie płakaliście".
Gdy pojawił się Jan Chrzciciel, nie pił wina i powstrzymywał się od posiłków. Powiedzieli więc: „Jest opanowany przez demona". Gdy Ja, Syn Człowieczy, jem i piję—mówią: „Co za żarłok i pijak, przyjaciel poborców podatkowych i innych grzeszników!". No cóż, mądrość poznaje się po wypływających z niej czynach.
Jezus namaszczony przez grzeszną kobietę
Jeden z faryzeuszy zaprosił Jezusa do swojego domu na posiłek. Gdy już zasiedli do stołu, pewna kobieta lekkich obyczajów dowiedziała się o miejscu pobytu Jezusa i weszła tam z butelką bardzo drogiego, wonnego olejku.
Był tam także Jair, przełożony miejscowej synagogi. Padł przed Jezusem na twarz i błagał, aby poszedł z nim do domu. Jego dwunastoletnia córeczka, jedynaczka, była umierająca. Jezus poszedł więc z Jairem, z trudem torując sobie drogę w tłumie.
A gdy jeszcze z nią rozmawiał, przybył jakiś posłaniec z domu Jaira z wiadomością, że jego córka umarła i nie ma już po co fatygować Jezusa. Lecz On, nie zważając na to, co mówią, rzekł do Jaira:
—Uwierz Mi i niczego się nie bój! Dziecko będzie żyło.
Gdy dotarli do domu Jaira, Jezus nie pozwolił wejść do pokoju dziewczynki nikomu oprócz Piotra, Jakuba, Jana oraz jej rodziców. Wokół słychać było płacz i zawodzenie.
—Przestańcie płakać!—rzekł do nich Jezus. —Ona nie umarła, tylko śpi!
Słysząc to, wyśmiewali Go, gdyż wszyscy wiedzieli, że dziewczynka jest martwa. Wtedy Jezus wziął ją za rękę i powiedział:
—Dziewczynko, wstań!
W tej samej chwili powróciło do niej życie i wstała.
—Dajcie jej coś do jedzenia!—powiedział.
Rodzice oniemieli, a Jezus zabronił im opowiadać o tym wydarzeniu.
Śmierć Łazarza
Pewnego dnia zachorował Łazarz, brat Marii i Marty z Betanii. Maria była tą kobietą, która namaściła olejkiem stopy Pana i wytarła je swoimi włosami. Siostry wysłały do Jezusa wiadomość: „Panie, Twój bliski przyjaciel zachorował". Gdy Jezus to usłyszał, powiedział:
—Ta choroba nie zakończy się śmiercią, lecz przyniesie chwałę Bogu i Ja, Syn Człowieczy, również zostanę dzięki niej otoczony chwałą.
Jezus bardzo kochał całą trójkę: Martę, jej siostrę—Marię oraz Łazarza. Jednak jeszcze dwa dni pozostał tam, gdzie zastała Go ta wiadomość. Dopiero wtedy oznajmił uczniom:
—Chodźmy jeszcze raz do Judei.
—Nauczycielu! Przecież tamtejsi przywódcy chcieli Cię zabić, a Ty znowu tam idziesz?—zaprotestowali.
—Czy dzień nie ma dwunastu godzin?—odpowiedział Jezus. —Kto chodzi w ciągu dnia, nie potknie się, bo jest jasno. Kto zaś chodzi nocą, potyka się, bo panuje ciemność. Nasz przyjaciel Łazarz zasnął, muszę więc pójść, aby go obudzić.
—Panie! Jeśli zasnął, to znaczy, że powraca do zdrowia—ucieszyli się uczniowie.
Jezus jednak miał na myśli śmierć Łazarza. Oni natomiast myśleli, że mówi o zwykłym śnie. Wyjaśnił im więc:
—Łazarz umarł.
Domínio sobre a natureza
Jesus acalmou a tempestade, andou sobre as águas e multiplicou pães. A natureza obedece à voz do seu Criador.
Jezus ucisza burzę
Następnie wsiadł z uczniami do łodzi i wypłynęli na jezioro. W pewnej chwili zerwała się tak silna burza, że fale zalewały łódź. Jezus wtedy spał. Zaczęli więc Go budzić:
—Panie, ratuj nas, toniemy!
—Dlaczego się tak boicie, nieufni?!—rzekł Jezus.
Wstał i rozkazał wiatrowi oraz wodzie zamilknąć. I zaległa głęboka cisza.
—Kim On jest—dziwili się wszyscy—że nawet wiatr i jezioro są Mu posłuszne?
Pod wieczór uczniowie zwrócili się do Niego:
—Każ ludziom rozejść się do pobliskich wiosek i osad. Niech sobie kupią coś do jedzenia, bo na tym pustkowiu nie ma żywności, a robi się już późno.
—Nie muszą odchodzić. —odparł Jezus—Wy dajcie im jeść!
—Ale co?!—wykrzyknęli. —Nic nie mamy! Tylko pięć chlebów i dwie ryby!
—Przynieście je więc tutaj—powiedział.
Polecił ludziom usiąść na trawie, a sam wziął pięć chlebów i dwie ryby. Spojrzał w niebo, podziękował Bogu i podzielił chleb. Podał go uczniom, a oni ludziom. W ten sposób wszyscy najedli się do syta i zebrano jeszcze dwanaście pełnych koszy resztek, choć w posiłku tym brało udział około pięciu tysięcy samych tylko mężczyzn—nie licząc kobiet i dzieci.
Około trzeciej nad ranem poszedł więc do nich po wodzie.
Jezus zaś zawołał uczniów i rzekł:
—Żal mi tych ludzi! Są tu od trzech dni i nie mają już nic do jedzenia. Jeśli odejdą stąd głodni, mogą zasłabnąć w drodze do domu.
—Skąd tu, na pustyni, weźmiemy tyle jedzenia?—spytali uczniowie.
—A ile macie chleba?—zapytał Jezus.
—Siedem bochenków. Mamy też kilka ryb—odparli.
Wtedy Jezus polecił ludziom, aby usiedli na ziemi. Sam zaś wziął te siedem chlebów oraz ryby i podziękował za nie Bogu. Następnie połamał je na kawałki i podał uczniom, a oni—ludziom. I tak wszyscy najedli się do syta, a zebranymi resztkami napełniono aż siedem koszy. A nakarmionych zostało cztery tysiące samych tylko mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
Składka na rzecz świątyni
Gdy przybyli do Kafarnaum, podeszli do Piotra poborcy składki świątynnej i zapytali:
—Czy wasz Nauczyciel nie płaci składki na rzecz świątyni?
—Oczywiście, że płaci!—odparł Piotr.
Następnie poszedł do domu, ale zanim jeszcze zdążył cokolwiek powiedzieć, Jezus zapytał go:
—Jak sądzisz, Piotrze, od kogo władcy ściągają podatki i daniny: od własnych obywateli czy od obcych?
—Od obcych—odparł Piotr.
—A zatem obywatele są z nich zwolnieni!—rzekł Jezus. —Aby jednak nikogo nie urazić, idź nad jezioro i zarzuć wędkę. W pysku pierwszej złapanej ryby znajdziesz monetę. Weź ją i zapłać składkę za nas obu.
Drzewo figowe usycha
Rano, wracając do miasta, Jezus poczuł głód. Zauważył przy drodze drzewo figowe. Podszedł więc do niego, ale nie znalazł tam nic oprócz liści. Wtedy powiedział do drzewa:
—Już nigdy więcej nie przyniesiesz owocu!
I drzewo od razu uschło. Uczniowie zdziwili się:
—Tak szybko uschło?—mówili.
—Zapewniam was—odpowiedział Jezus—że jeśli będziecie mieć prawdziwą wiarę, pozbawioną zwątpień, to nie tylko z drzewem figowym tak zrobicie. Możecie nawet rozkazać tej oto górze: „Unieś się i rzuć w morze!"—a uczyni to. O cokolwiek poprosicie z wiarą, to otrzymacie.
Niebawem zerwała się straszliwa burza. Wysokie fale zalewały łódź, tak że zaczęła tonąć. Jezus tymczasem spał w tylnej części łodzi. Zrozpaczeni uczniowie obudzili Go krzycząc:
—Mistrzu! Czy nie obchodzi Cię to, że zaraz utoniemy?
On wstał, wstrzymał wiatr, a morzu rozkazał:
—Ucisz się!
Wiatr natychmiast ustał i zaległa głęboka cisza.
—Dlaczego się tak boicie?—zapytał uczniów. —Czy jeszcze nie macie wiary?
—Kim On jest—zastanawiali się, przejęci lękiem—że nawet wiatr i jezioro są Mu posłuszne?
Pod wieczór uczniowie zwrócili się do Niego:
—Każ ludziom rozejść się do pobliskich wiosek i osad. Niech kupią sobie coś do jedzenia, bo na tym pustkowiu nie ma żywności, a robi się już późno.
—Wy dajcie im jeść—rzekł Jezus.
—Ale co?! Trzeba by całej fortuny, aby kupić dość żywności dla takiej rzeszy!—wykrzyknęli.
—Zobaczcie najpierw, co mamy do jedzenia—odpowiedział.
—Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby!—donieśli Mu po chwili.
Wtedy Jezus polecił ludziom usiąść na zielonej trawie. Rozsiedli się więc w grupach po pięćdziesiąt i sto osób. A On wziął pięć chlebów i dwie ryby. Popatrzył w niebo, podziękował za nie Bogu, po czym dawał uczniom, a oni rozdawali ludziom. W ten sposób wszyscy najedli się do syta! I zebrano jeszcze dwanaście koszy resztek chleba i ryb, choć w posiłku tym brało udział około pięciu tysięcy samych tylko mężczyzn—nie licząc kobiet i dzieci.
Jezus zobaczył, że znaleźli się w trudnej sytuacji, walcząc z silnym wiatrem i falami. Około trzeciej nad ranem poszedł więc do nich po wodzie. Gdy uczniowie zobaczyli mijającego ich Jezusa, krzyknęli z przerażenia:
—To duch!
—Spokojnie! Nie bójcie się, to Ja!—szybko odrzekł Jezus.
Gdy wszedł do łodzi, wiatr nagle ucichł. Uczniowie byli zdumieni.
Nakarmienie czterech tysięcy ludzi
Innym razem, gdy zebrał się spory tłum i znowu zabrakło jedzenia, Jezus zawołał uczniów i rzekł:
—Żal mi tych ludzi! Są tu od trzech dni i nie mają już nic do jedzenia. Jeśli odejdą stąd głodni, mogą zasłabnąć w drodze do domu. Niektórzy przecież przyszli tu z daleka.
—Skąd tu, na pustyni, weźmiemy tyle jedzenia?—spytali uczniowie.
—A ile macie chleba?—zapytał Jezus.
—Siedem bochenków—odparli.
Wtedy Jezus polecił ludziom, aby usiedli na ziemi. Sam zaś wziął te siedem chlebów i podziękował za nie Bogu. Następnie łamał je na kawałki i podawał uczniom, a oni kładli je przed ludźmi. Znalazło się też kilka małych rybek. Jezus pobłogosławił je i również kazał rozdać zgromadzonym. I tak wszyscy najedli się do syta, a zebranymi resztkami napełniono aż siedem koszy. A było tam około czterech tysięcy osób.
Jezus oczyszcza świątynię
Następnego dnia rano, wychodząc z Betanii, Jezus poczuł głód. W pobliżu zauważył zazielenione drzewo figowe. Podszedł więc, by zobaczyć, czy nie znajdzie na nim fig. Na drzewie były jednak tylko liście, bo nie była to pora owocowania. Wtedy Jezus powiedział do drzewa:
—Już nigdy więcej nie przyniesiesz owocu!
Uczniowie zapamiętali te słowa.
Drzewo figowe usycha
Następnego dnia rano, gdy przechodzili obok tego samego drzewa figowego, spostrzegli, że uschło aż od korzeni. Wtedy Piotr, przypomniał sobie, co poprzedniego dnia Jezus powiedział do drzewa, i krzyknął:
—Nauczycielu, patrz! Drzewo, które przekląłeś, uschło!
—Jeśli będziecie mieć wiarę w Boga—odpowiedział Jezus —rozkażecie tej oto górze: „Unieś się i rzuć w morze!"—a uczyni to. Wasza wiara musi być jednak prawdziwa, pozbawiona zwątpień. Pamiętajcie: Jeśli prosicie o coś w modlitwie, wierzcie, że już to otrzymaliście, a wasza prośba zostanie spełniona. Lecz zanim będziecie się modlić, przebaczcie najpierw winy innym ludziom, aby wasz Ojciec w niebie i wam przebaczył grzechy.
Powołanie pierwszych uczniów
Pewnego dnia, gdy nauczał nad jeziorem Genezaret, napierało na Niego mnóstwo ludzi. Wszyscy bowiem bardzo pragnęli słuchać słowa Bożego. Wtedy spostrzegł przy brzegu dwie łodzie, zostawione przez rybaków, którzy płukali sieci. Wszedł do jednej z nich i poprosił Szymona, jej właściciela, aby wypchnął ją nieco na wodę. Sam zaś usiadł i przemawiał z niej do tłumów. Gdy skończył, zwrócił się do Szymona:
—Wypłyń teraz na jezioro i zarzuć sieci.
—Panie!—odparł Szymon. —Całą noc ciężko pracowaliśmy i niczego nie złowiliśmy. Skoro jednak Ty tak mówisz, zrobię to.
Zarzucili więc sieci, ale tym razem były tak pełne, że aż się rwały. Zawołali więc na pomoc wspólników z drugiej łodzi. Wkrótce obie łodzie były tak zapełnione rybami, że prawie tonęły. Widząc to wszystko, Szymon Piotr upadł przed Jezusem na kolana i prosił:
—Panie, odejdź ode mnie, bo jestem zbyt grzeszny, aby z Tobą przebywać.
Mówił tak, bo ilość złapanych ryb wywarła na nim ogromne wrażenie. Zdumienie ogarnęło również innych rybaków, wśród nich także wspólników Szymona—Jakuba i Jana, synów Zebedeusza. Jezus odpowiedział jednak:
—Niczego się nie obawiaj! Odtąd będziesz łowił ludzi!
Gdy tylko przybili do brzegu, zostawili wszystko i poszli z Jezusem.
Jezus ucisza burzę
Kilka dni później Jezus powiedział uczniom:
—Przepłyńmy na drugi brzeg jeziora.
Wsiedli więc do łodzi i wypłynęli. W czasie podróży Jezus zdrzemnął się i wtedy zerwała się straszna burza. Wysokie fale zalewały łódź, tak że zaczęła tonąć. Uczniowie obudzili Go więc krzycząc:
—Mistrzu, Mistrzu! Toniemy!
On zaś, gdy się ocknął, wstrzymał wiatr i fale. Sztorm natychmiast ustał i zaległa głęboka cisza. Wówczas zwrócił się do uczniów:
—Gdzie jest wasza wiara?
—Kim On jest—zastanawiali się, przejęci lękiem—że rozkazuje nawet wiatrom i jezioru, a te są Mu posłuszne?
Jezus ucisza burzę
Kilka dni później Jezus powiedział uczniom:
—Przepłyńmy na drugi brzeg jeziora.
Wsiedli więc do łodzi i wypłynęli. W czasie podróży Jezus zdrzemnął się i wtedy zerwała się straszna burza. Wysokie fale zalewały łódź, tak że zaczęła tonąć. Uczniowie obudzili Go więc krzycząc:
—Mistrzu, Mistrzu! Toniemy!
On zaś, gdy się ocknął, wstrzymał wiatr i fale. Sztorm natychmiast ustał i zaległa głęboka cisza. Wówczas zwrócił się do uczniów:
—Gdzie jest wasza wiara?
—Kim On jest—zastanawiali się, przejęci lękiem—że rozkazuje nawet wiatrom i jezioru, a te są Mu posłuszne?
Uzdrowienie człowieka opanowanego przez demona
Tak przybyli do krainy Gerazeńczyków, leżącej po drugiej stronie jeziora, naprzeciw Galilei.
Pod wieczór uczniowie zwrócili się do Niego:
—Każ ludziom rozejść się do pobliskich wiosek i osad. Niech sobie kupią coś do jedzenia i poszukają miejsc na nocleg, bo na tym pustkowiu, nic nie znajdą.
—Wy dajcie im jeść—rzekł Jezus.
—Ale co?!—wykrzyknęli. —Nic nie mamy! Tylko pięć chlebów i dwie ryby! Chyba nie chcesz, żebyśmy im wszystkim kupili coś do jedzenia?!
Samych mężczyzn było tam bowiem około pięciu tysięcy. Wtedy Jezus polecił uczniom:
—Powiedzcie ludziom, aby usiedli w grupach po pięćdziesiąt osób.
A gdy uczniowie podzielili tłum na grupy, Jezus wziął pięć chlebów i dwie ryby, popatrzył w niebo, podziękował za nie Bogu i połamał chleb na kawałki. Następnie podał go uczniom, a oni ludziom. W ten sposób wszyscy najedli się do syta i zebrano jeszcze dwanaście koszy resztek.
Jezus zamienia wodę w wino
Dwa dni później, w Kanie Galilejskiej, odbywało się wesele, w którym uczestniczyła matka Jezusa. Zaproszono na nie również Jezusa i Jego uczniów. I zdarzyło się tak, że zabrakło wina. Matka powiedziała o tym Jezusowi:
—Nie mają już wina.
—To chyba nie jest ani mój, ani twój problem—odpowiedział. —Jeszcze nie przyszła na Mnie pora.
Ona jednak poleciła służbie:
—Zróbcie wszystko, co wam powie.
A stało tam sześć kamiennych dzbanów, przygotowanych do żydowskiego obrzędu oczyszczenia. Każdy z nich mógł pomieścić jakieś osiemdziesiąt lub sto litrów. Jezus powiedział więc:
—Napełnijcie je wodą.
A gdy słudzy nalali wody aż po brzegi, dodał:
—Zaczerpnijcie teraz i zanieście gospodarzowi wesela.
Gdy gospodarz skosztował wody przemienionej w wino (nie wiedząc, skąd się wzięło, choć słudzy wiedzieli), zawołał pana młodego i rzekł:
—Zazwyczaj najpierw podaje się lepsze wino. Później, gdy goście już sobie podpiją—trochę gorsze. A ty najlepsze zostawiłeś na koniec.
W ten oto sposób w Kanie Galilejskiej Jezus dokonał pierwszego cudu. Objawił przez to swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
Zapytał o to, aby wystawić go na próbę. Wiedział bowiem, co ma robić.
—Nawet fortuna nie wystarczyłaby, aby każdy mógł dostać chociaż kawałek chleba—odrzekł Filip.
Wtedy do rozmowy włączył się inny uczeń—Andrzej, brat Szymona Piotra:
—Jest tu chłopiec, który ma pięć jęczmiennych chlebów i dwie ryby. Ale co to jest dla takiego tłumu?
—Każcie wszystkim usiąść!—powiedział Jezus.
Ludzie usiedli więc na trawie, a samych tylko mężczyzn było tam około pięciu tysięcy. Jezus wziął chleby, podziękował za nie Bogu i polecił rozdać je siedzącym—każdemu tyle, ile chciał. To samo zrobił z rybami.
Gdy już wszyscy się najedli, powiedział uczniom:
—Pozbierajcie resztki, aby nic się nie zmarnowało.
I z pięciu jęczmiennych chlebów zebrano aż dwanaście koszy resztek chleba!
Intensywnie wiosłując, przepłynęli jakieś pięć kilometrów. Nagle zobaczyli Jezusa idącego po wodzie i będącego już blisko łodzi. Przerazili się, lecz On zawołał:
—Nie bójcie się, to Ja!
Chcieli Go wziąć do łodzi, ale okazało się, że właśnie dobijają do brzegu—do miejsca, do którego płynęli.
Jezus i cudowny połów ryb
Po jakimś czasie Jezus po raz kolejny ukazał się uczniom. Było to nad Jeziorem Tyberiadzkim. Przebywali wtedy razem: Szymon Piotr, Tomasz, zwany Bliźniakiem, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza—Jakub i Jan, oraz jeszcze dwóch innych uczniów.
—Idę łowić ryby—rzekł do nich Piotr.
—Idziemy z tobą—odpowiedzieli.
Weszli więc do łodzi i wypłynęli, ale przez całą noc nic nie złapali.
O świcie na brzegu pojawił się Jezus. Uczniowie jednak nie rozpoznali Go. Wtedy On zawołał do nich:
—Kochani! Macie coś do jedzenia?
—Nie, nic—odpowiedzieli.
—Zarzućcie więc sieci z prawej strony łodzi, a coś złapiecie!
Zrobili to i wkrótce mieli tyle ryb, że nie mogli wyciągnąć sieci.
—To Pan!—powiedział do Piotra uczeń, który był najbliższym przyjacielem Jezusa.
Na te słowa Szymon Piotr natychmiast założył koszulę, był bowiem rozebrany, i rzucił się wpław do brzegu. Pozostali płynęli łodzią, ciągnąc za sobą sieci pełne ryb. Byli bowiem tylko jakieś sto metrów od brzegu.
Gdy wyszli z łodzi, ujrzeli rozpalone ognisko, na którym piekła się ryba oraz chleb.
—Przynieście kilka ryb, które teraz złowiliście—poprosił Jezus.
Szymon Piotr poszedł więc i wyciągnął sieć na brzeg. Jak się okazało, w sieci były sto pięćdziesiąt trzy ogromne ryby, a mimo to sieć nie pękła.
Libertações
Jesus expulsou demônios com autoridade. Os espíritos impuros não resistiam à sua palavra e saíam imediatamente.
Wiara żołnierza
Gdy Jezus przybył do Kafarnaum, podszedł do Niego rzymski dowódca oddziału z prośbą:
—Panie, mój sługa leży w domu, jest sparaliżowany i strasznie cierpi.
—Dobrze, pójdę go uzdrowić—rzekł Jezus.
—Panie—powiedział dowódca—nie jestem godny przyjmować Ciebie w moim domu. Wystarczy, że powiesz jedno słowo, a on wyzdrowieje. Wiem to, bo sam podlegam władzy i mam pod sobą żołnierzy. Jeśli powiem któremuś: „Idź!", on idzie, a jeśli powiem któremuś: „Przyjdź tu!", przychodzi. I jak powiem słudze: „Wykonać!", to wykonuje polecenie.
Słysząc taką odpowiedź, Jezus zdziwił się. Rzekł więc do tłumu:
—Zapewniam was: Tak wielkiej wiary nie spotkałem u nikogo w Izraelu! Przyjdzie czas, że wielu pogan z całego świata zasiądzie w królestwie niebieskim razem z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. Natomiast ci, dla których to królestwo było przygotowane, zostaną wyrzuceni na zewnątrz—w ciemności, gdzie panuje rozpacz i lament.
Dowódcy zaś powiedział:
—Idź do domu. Niech stanie się tak, jak uwierzyłeś.
I właśnie o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie.
Uzdrowienie dwóch zniewolonych przez demony
Gdy przybyli na drugi brzeg jeziora, do krainy Gadareńczyków, wybiegło Jezusowi naprzeciw dwóch opętanych. Mieszkali w grobowcach i byli tak niebezpieczni, że nikt nie miał odwagi tamtędy chodzić.
—Czego od nas chcesz, Synu Boży?—zaczęli krzyczeć. —Czemu przyszedłeś przed czasem nas dręczyć?!
W oddali zaś pasło się wielkie stado świń.
—Jeśli już nas wypędzasz, poślij nas w te świnie—prosiły demony.
—Dobrze!—zezwolił im. —Idźcie!
Opuściły więc ludzi i weszły w świnie, po czym całe stado rzuciło się pędem ze stromego zbocza wprost do jeziora i utonęło. Pasterze stada uciekli wtedy do pobliskiego miasta i o wszystkim tam opowiedzieli—również o opętanych. Wkrótce całe miasto wyszło Jezusowi na spotkanie. Gdy Go zobaczyli, zaczęli prosić, aby odszedł z ich okolic.
Jezus uzdrawia niemowę
W tym właśnie czasie przyprowadzono do Jezusa kolejnego człowieka—niemowę zniewolonego przez demona. Po wypędzeniu demona, człowiek ten zaczął mówić. A tłumy nie mogły wyjść z podziwu:
—Coś takiego nigdy się nie zdarzyło w całym Izraelu!
Jezus i Belzebub
Przyprowadzono wtedy do Jezusa człowieka niemego i ślepego—zniewolonego przez demona. Jezus uzdrowił go, przywracając mu wzrok i mowę,
Kolejne cuda
Jezus opuścił tamte okolice i udał się na tereny Tyru i Sydonu. Tam przyszła do Niego pewna kobieta pochodzenia kananejskiego, a więc należąca do pogan, których Żydzi mają w pogardzie. Z rozpaczą w głosie zawołała:
—Panie, potomku króla Dawida, zmiłuj się nade mną! Moją córkę opanował zły duch.
Lecz Jezus nie odpowiedział jej ani słowem. Uczniowie zaś namawiali Go:
—Odpraw ją, bo nie daje nam spokoju.
—Nie zostałem posłany do pogan—odezwał się Jezus do kobiety—ale do zagubionych owiec ze stada Izraela.
—Panie, pomóż mi!—nalegała kobieta i błagała Go na kolanach.
—Nie jest dobrze odbierać chleb dzieciom i rzucać szczeniętom—odrzekł Jezus.
—To prawda, Panie!—opowiedziała. —Jednak nawet psom trafiają się kawałki, które spadną ze stołu ich właścicieli.
—Kobieto! Jak wielka jest twoja wiara!—zawołał Jezus. —Niech się stanie to, czego pragniesz I natychmiast jej córka odzyskała zdrowie.
Uzdrowienie chłopca zniewolonego przez demona
Gdy zeszli z góry, z czekającego już tłumu podszedł do Jezusa jakiś mężczyzna i padł na kolana.
—Panie, zmiłuj się nad moim synem—powiedział. —Cierpi na epilepsję i bardzo się męczy. Często wpada w ogień lub w wodę. Przyprowadziłem go do Twoich uczniów, ale nie mogli mu pomóc.
—Czemu wciąż nie dowierzacie i jesteście tak przewrotni?—zwrócił się do nich Jezus. —Jak długo jeszcze muszę być z wami, żebyście wreszcie uwierzyli? Przyprowadźcie tu chłopca!
I Jezus rozkazał demonowi, a ten opuścił chłopca, który w tej samej chwili odzyskał zdrowie.
Nagle jakiś człowiek, będący pod wpływem demona, zaczął wykrzykiwać:
—Dlaczego nas niepokoisz, Jezusie z Nazaretu? Czy przyszedłeś nas zniszczyć? Wiem, kim jesteś! Świętym Synem Boga!
—Milcz i wyjdź z tego człowieka!—rozkazał Jezus duchowi.
Zły duch szarpnął nim gwałtownie i z krzykiem go opuścił.
Uzdrowienie człowieka zniewolonego przez demona
Gdy przybyli na drugi brzeg jeziora, do krainy Gerazeńczyków, i gdy Jezus wysiadł z łodzi, z pobliskiego cmentarza przybiegł człowiek opanowany przez nieczyste duchy. Mężczyzna ten mieszkał w grobowcach i był tak silny, że gdy zakuwano jego ręce i nogi w kajdany —co zdarzało się bardzo często—rozrywał je i uciekał. Nikt też nie miał dość siły, żeby go obezwładnić. Dniami i nocami błąkał się wśród grobów i wzgórz, krzycząc i kalecząc się ostrymi kamieniami. Gdy z daleka zobaczył Jezusa, przybiegł, padł przez Nim na twarz i głośno krzyknął:
—Czego ode mnie chcesz, Jezusie, Synu Najwyższego Boga? Błagam, nie męcz mnie!
Jezus zwrócił się do demona:
—Wyjdź z niego, duchu nieczysty!
Zapytał też go:
—Jak ci na imię?
—Legion, bo jest nas wielu w tym człowieku—odrzekł.
I błagały Go demony, żeby ich nie wyrzucał z tamtej okolicy. A na pobliskim wzgórzu, nad jeziorem, pasło się właśnie wielkie stado świń.
—Pozwól nam wejść w te świnie—prosiły.
A gdy Jezus zgodził się, złe duchy opuściły człowieka i weszły w świnie, po czym całe stado, liczące około dwa tysiące sztuk, rzuciło się pędem ze stromego zbocza wprost do jeziora i utonęło. Pasterze stada uciekli wtedy do pobliskiego miasta i okolicznych wiosek, opowiadając wszystkim o tym, co się stało. Ludzie wyszli z domów, aby zobaczyć, co się dzieje,
Natomiast wy uważacie za normalne, gdy ktoś zaniedbuje swoich rodziców będących w potrzebie, tłumacząc się: „Niestety, nie mogę wam pomóc, bo przecież to, co miałem dla was, oddałem w darze Bogu do Jego świątyni". I nie pozwalacie mu już nic uczynić dla ojca i matki. Chcąc przestrzegać własnej tradycji, łamiecie Boże prawo. A jest to tylko jeden z wielu przykładów.
Następnie zawołał zgromadzonych i rzekł:
—Słuchajcie wszyscy i postarajcie się to zrozumieć. Nie to, co w was wchodzi, może wam przynieść szkodę, lecz to, co z was wychodzi.
Wiara Syrofenicjanki
Potem Jezus opuścił Galileę, udając się w okolice Tyru i Sydonu. Chociaż chciał utrzymać swoją obecność w tajemnicy, bardzo szybko—jak zwykle—rozeszła się wieść o Jego przybyciu. I przyszła do Niego kobieta, której córka była opanowana przez złego ducha. A ponieważ słyszała o cudach Jezusa, padła Mu do nóg i błagała, aby uwolnił jej dziecko od demona. Była to Syrofenicjanka, a więc należała do pogan, których Żydzi mają w pogardzie. Jezus powiedział do niej:
—Przede wszystkim pozwól Mi najpierw zadbać o własnych domowników—Żydów. Byłoby przecież niedobrze odbierać chleb dzieciom i rzucić go szczeniętom.
—To prawda, Panie!—odpowiedziała. —Jednak nawet psy dostają resztki ze stołu, przy którym jedzą dzieci.
—Masz rację! Możesz wrócić do domu. Twoja córka jest zdrowa. Zły duch już z niej wyszedł—powiedział wtedy Jezus.
A gdy kobieta wróciła do domu, dziewczynka leżała spokojnie w łóżku, a po demonie nie było najmniejszego śladu.
—Nauczycielu!—odezwał się ktoś z tłumu. —Przyprowadziłem tu mojego syna, żebyś go uzdrowił. Opanował go zły duch i nie może mówić. Gdy go napada, chłopiec rzuca się na ziemię z pianą na ustach, zgrzyta zębami i sztywnieje. Prosiłem Twoich uczniów, żeby wypędzili demona, lecz oni nie potrafili.
—Dlaczego wciąż brakuje wam wiary?—zwrócił się do nich Jezus. —Jak długo jeszcze muszę być z wami, żebyście wreszcie uwierzyli? Jak długo mam was znosić? Przyprowadźcie tu chłopca!
Ujrzawszy Jezusa, demon rzucił chłopca na ziemię tak gwałtownie, że ten wił się w konwulsjach, z pianą na ustach.
—Jak długo na to cierpi?—zapytał Jezus ojca.
—Od dzieciństwa. Zły duch często usiłuje go zabić, rzucając go w ogień lub wodę. Zmiłuj się nad nami i jeśli możesz, zrób coś!
—„Jeśli możesz"?—powtórzył Jezus. —Dla tego, kto wierzy, wszystko jest możliwe!
—Wierzę!—gorąco zapewnił ojciec. —Ale, proszę, pomóż mi wierzyć jeszcze mocniej!
A ponieważ tłum gęstniał coraz bardziej, Jezus zwrócił się do demona:
—Duchu niemy i głuchy! Rozkazuję ci: Opuść to dziecko raz na zawsze!
Demon przeraźliwie krzyknął, targnął chłopcem i wyszedł z niego, pozostawiając go leżącego nieruchomo i bezwładnie, jak gdyby był martwy. Przez tłum przebiegł szmer:
—Nie żyje…
Lecz Jezus wziął go za rękę i podniósł. Chłopiec był całkowicie uzdrowiony!
Jezus uzdrawia wielu chorych
Jezus wyszedł z synagogi i udał się do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa Szymona miała akurat wysoką gorączkę. Prosili więc Go, aby ją uzdrowił. Jezus podszedł do chorej i rozkazał, aby gorączka ją opuściła. Temperatura natychmiast spadła, a teściowa wstała i przygotowała im posiłek.
Gdy Jezus schodził na brzeg, podbiegł do Niego człowiek, mieszkaniec pobliskiego miasta, opanowany przez złego ducha. Już od dłuższego czasu chodził nago i nie mieszkał w swoim domu, ale w cmentarnych grobowcach. Gdy tylko zobaczył Jezusa, upadł przed Nim na ziemię i głośno krzyknął:
—Czego ode mnie chcesz, Jezusie, Synu Najwyższego Boga? Błagam, nie męcz mnie!
Jezus rozkazał bowiem złemu duchowi wyjść z tego człowieka. Wcześniej mężczyzna ten wiele razy tracił panowanie nad sobą i choć zakuwano jego ręce i nogi w kajdany, pod wpływem tego ducha, rozrywał je i uciekał na pustynię.
—Jak ci na imię?—spytał Jezus.
—Legion—odparł zły duch, gdyż w człowieka tego weszło wiele duchów.
Demony błagały Jezusa, aby nie odsyłał ich do otchłani. A na pobliskim wzgórzu, nad jeziorem, pasło się właśnie wielkie stado świń. Złe duchy prosiły więc, aby pozwolił im w nie wejść. A gdy Jezus zgodził się, duchy opuściły człowieka i weszły w świnie, po czym całe stado rzuciło się pędem ze stromego zbocza wprost do jeziora i utonęło. Widząc to, pasterze stada uciekli do pobliskiego miasta i okolicznych wiosek z wieścią o tym, co się stało. Ludzie wyszli z domów, aby to zobaczyć, i wkrótce wokół Jezusa zgromadził się spory tłum. A gdy dostrzegli szaleńca, który siedział teraz przy Jezusie—ubrany, spokojny i w pełni władz umysłowych, przestraszyli się.
Wierzcie Mi! Niektórzy z obecnych tu, jeszcze za swojego życia ujrzą potęgę królestwa Bożego!
Przemienienie
Około ośmiu dni później Jezus zabrał ze sobą Piotra, Jakuba oraz Jana i wszedł na górę, aby się modlić. Podczas modlitwy Jego twarz zajaśniała blaskiem, a Jego płaszcz stał się olśniewająco biały. Potem zjawili się dwaj mężczyźni i zaczęli z Nim rozmawiać. Byli to Mojżesz i Eliasz. Stali tak w aureoli chwały i rozmawiali o Jego śmierci, która miała wkrótce nastąpić w Jerozolimie.
Tymczasem Piotr i jego towarzysze zdrzemnęli się. Po przebudzeniu zobaczyli Jezusa promieniejącego jasnością i chwałą oraz dwóch stojących przy Nim mężczyzn. Gdy Mojżesz i Eliasz oddalili się od Jezusa, Piotr, nie wiedząc z wrażenia, co mówi, zaproponował:
—Mistrzu, jak dobrze, że tu jesteśmy! Jeśli chcesz, zbuduję trzy szałasy: dla Ciebie, dla Mojżesza i dla Eliasza.
—Nauczycielu!—odezwał się ktoś z zebranych. —Zechciej spojrzeć na mojego jedynego syna! Często napada go zły duch, a wtedy chłopiec przeraźliwie krzyczy i rzuca się na ziemię z pianą na ustach. Rzadko kiedy duch ten daje mu spokój, ciągle go dręczy. Prosiłem Twoich uczniów, żeby wypędzili demona, lecz oni nie potrafili.
—Czemu jesteście tak przewrotni i wciąż nie wierzycie?—zwrócił się do nich Jezus. —Jak długo jeszcze muszę być z wami, żebyście wreszcie uwierzyli? Jak długo mam was znosić? Przyprowadź tu syna!—dodał do ojca.
Gdy chłopiec się zbliżał, zły duch znowu rzucił go na ziemię i zaczął nim gwałtownie targać. Wtedy Jezus rozkazał duchowi, żeby opuścił chłopca, i natychmiast chory został uzdrowiony. Wszystkich zaś ogarnęło ogromne zdumienie na widok takiego działania mocy Bożej.
Gdy tłumy wciąż jeszcze były zachwycone tym cudem, Jezus zwrócił się do uczniów:
Jezus i Belzebub
Pewnego dnia Jezus uwolnił od złego ducha niemego człowieka, który natychmiast odzyskał mowę. Tłum zaś wpadł w podziw,
W tej samej chwili jeden z nich zamachnął się mieczem i odciął prawe ucho słudze najwyższego kapłana.
—Nie stawiajcie im oporu!—odpowiedział Jezus, po czym dotknął rany i uleczył ucho.
Gdy oni odeszli, Jezus zaczął mówić do tłumu o Janie:
—Kogo chcieliście zobaczyć, idąc na pustynię? Kogoś chwiejnego jak trzcina na wietrze? Kogo przyszliście obejrzeć? Ładnie ubranego człowieka? Ci, którzy dobrze się ubierają i żyją w przepychu, mieszkają w królewskich pałacach, nie na pustyni. A może proroka się spodziewaliście? Zapewniam was, że Jan to nawet ktoś większy niż prorok. To o nim mówi Pismo:
„Oto wysyłam przed Tobą mojego posłańca,
który przygotuje dla Ciebie drogę".
Mówię wam: Nie urodził się na ziemi człowiek większy od Jana Chrzciciela. A jednak najmniejszy obywatel królestwa Bożego jest większy od niego! Wszyscy, którzy słuchali Jana, nawet znani z nieuczciwości poborcy podatkowi, przyznawali, że Boże wymagania są słuszne, i przyjmowali jego chrzest. Wyjątek stanowili tylko faryzeusze i przywódcy religijni, którzy odrzucili Bożą drogę i nie chcieli, aby Jan zanurzył ich w wodzie.